Pechowy czarny kocur

Muszę przyznać, że mam wyjątkowego pecha i nic dziwnego, że ludzie wolą omijać mnie szerokim łukiem widząc jak idę z naprzeciwka. Jestem tak wielkim talentem jeżeli chodzi o pechowe sytuacje, że wystarczy iż wspomnę o tym, że udało mi się pobić kilka luster a czarny kot przebiega mi drogę chyba codziennie gdy idę do pracy. W ostanim czasie zacząłem myśleć, że jakaś stara cyganka musiała rzucić na mnie zły urok bo tak sam z siebie bym nie zaliczył tyle wpadek pod rząd. Chyba, że spotykanie czarnego kota było mi pisane już w dniu narodzin. O ile pobite lustra zdarzały się na jakiś czas to kot w kolorze szkarłatnej czerni przebiegał mi trasę praktycznie pięć dni w tygodniu. Zazwyczaj przez to rozlałem herbatę na biurko, rozsypały mi się dokumenty gdy szedłem do punktu ksero albo potknąłem się wchodząc po schodach. Jak widać nie są to jakieś wielkie rzeczy przez, które nie dałoby się normalnie funkcjonować, ale bycie postrzeganym jako właściciel dwóch lewych rąk nie napawa optymizmem. Nie wiem co mam zrobić z tym czarnym kotem, wszystkie wyglądają tak samo, ale mam pewność, że to cały czas jeden i ten sam skurczybyk przebiega mi drogę. Pozostaje mi na razie zmiana trasy wiodącej do pracy i zobaczymy czy ciemny kocur znów się pojawi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *