Jak kot pojawił się w moim życiu

Chyba nigdy nie pragnąłem niczego mocniej niż kota. Od zawsze podobał mi się wydźwięk mruczenia i myśl o tym, że na moich kolanach może leżeć sobie włochata kulka, którą mogę dowoli głaskać i drapać. Stanowczo przeciwni temu pomysłowi był mój ojciec, który stwierdził, że jedno zwierzę jakim był pies w naszym domu wystarczy. Po długim bajerowaniu mamy ona obiecała mi pogadać z ojcem i spróbować go namówić na uroczego kociaka. Ojciec był twardym negocjatorem, ale po jakimś czasie zmiękł i dał się namówić na jednego kotka, ale dał mi jeden warunek, bez którego zwierzę nie mogło się znaleźć pod naszym adresem. Warunek taty mówił o tym, że za kota będę odpowiedzialny tylko i wyłącznie ja i jeżeli będzie z nim jakiś problem to ja będę ponosił za to karę. Mały, kilkutygodniowy kociak trafił do naszego domu i ochrzciliśmy go imieniem Lucjan. Tak nazywał się mój świętej pamięci dziadek, którego uwielbiałem dlatego postanowiłem identycznie nazwać swojego nowego przyjaciela, który miał mi towarzyszyć przez następne parę dobrych lat. Pies nie miał żadnych problemów z nowym kompanem i w miarę szybko go zaakceptował dzięki czemu nie było biegania po domu i szczekania. Kot jest teraz duży i zachowuje się grzecznie, a wraz z psem są najlepszymi kumplami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *